logo

Niepowodzenia Elżbiety w miłości, a negatywne byty energetyczne.

26.03.2014 21:47

Z żalem patrzysz, jak kolejni znajomi zasilają grono papużek nierozłączek lub szczęśliwie zaobrączkowanych? A u Ciebie... wciąż nic? Mimo starań, mimo niby przypadkowego krążenia wokół obiektu westchnień czy korespondencji mailowej z internetowymi znajomymi, (z której na dłuższą metę nic nie wynika)?

A jakby tak wziąć się za sprawę sposobem i troszkę losowi dopomóc? Można zwrócić się o pomoc do kilku różnych pomocników. Tym najbliżej nas usytuowanym, choć niewidocznym, będzie nasz duchowy opiekun, (zwany często aniołem stróżem). Można poprosić go, by skontaktował się z opiekunem naszego obiektu westchnień, i przesłał sygnał, że ktoś o nim/o niej cieplutko myśli. Bardzo często ktoś ma chęć wykonać ten pierwszy krok, ale powstrzymuje go/ją nieśmiałość, paraliżuje myśl o tym, że się ośmieszą. Wtedy wystarczy delikatna sugestia, by sprawy pomalutku zaczęły toczyć się właściwym torem .
A co, jeśli anielska "misja dyplomatyczna" zawiedzie? Dlaczego tak się zdarza? Otóż bywa, że "ktoś" nie chce, byśmy cieszyli się tym, że kochamy i jesteśmy kochani.
Tak było w przypadku Elżbiety, atrakcyjnej kobiety, której życie mogłoby wydawać się idealne... Dobra praca, krąg znajomych, z którymi wybierała się w różne zakątki świata... Lubiła podróżować, poznawać nowe miejsca, inne kultury, powspinać się w górach czy też ponurkować...
Kobieta w kwiecie wieku, inteligentna, piękna, zadbana, ale nie zadufana w sobie, umiejąca słuchać, dusza towarzystwa tryskająca energią... No, nic tylko się w niej zakochać! Szkopuł w tym, że od ponad czterech lat w życiu miłosnym prześladował ją pech. Albo była zakochana bez wzajemności, albo ktoś dobrze rokujący wycofywał się bez powodu na samym początku znajomości. W kilku przypadkach już wydawało się, że sprawa jest rozwojowa, że tym razem to do Eli uśmiechnie się szczęście. Tymczasem, po pół roku szczęściem promieniały trzy dalsze znajome Eli, z dumą pokazując tym, co chcieli (lub nie chcieli) patrzeć, pierścionek zaręczynowy. Gdy jedna z przyszłych panien młodych wykazała się totalnym brakiem taktu i zaprosiła Elę na ślub (z byłym chłopakiem Eli), ta stwierdziła, że ma wszystkiego dosyć. Jeszcze tego samego wieczora zadzwoniła do przyjaciółki z dzieciństwa, niby ot tak, odnowić kontakt. Tak naprawdę była załamana swoim życiem osobistym i potrzebowała po prostu życzliwej duszy, aby się wyżalić. Ela nie miała pojęcia o tym, że dawna przyjaciółka dorastając, odkryła w sobie talenty parapsychologiczne. Joanna już w trakcie rozmowy wyczuła, że to nie tylko zwykły "pech do facetów", że kłopoty Eli mają głębszy wymiar. Zaproponowała koleżance spotkanie w najbliższy weekend. Mimo, że nie planowała wypadu na ponad 300 km, Ela zdecydowała się pojechać. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę! Przyjaciółki spotkały się po wielu latach, ale od razu poczuły, że potrafią rozmawiać o wszystkim, jak dawniej. Ela opowiedziała Joannie o pracy, o znajomych, o ich wspólnych wyprawach turystycznych i o totalnej porażce w życiu miłosnym:


"No mówię ci, kobieto, kanaaał. Kompletny kanał. A jak mnie tamta zołza zaprosiła na ślub z moim, bądź co bądź, byłym, myślałam, że nie wytrzymam i wyjdę z siebie ze złości. Czujesz to? No jak ona mogła?? No jak?" - Joanna pokiwała głową ze zrozumieniem. To faktycznie musiało zaboleć do żywego. Posłuchała jednak podszeptu intuicji i zapytała:
- "Słuchaj, a ten wyjazd do Kenii, to kiedy to było?
- "No, jakieś trzy-cztery lata temu. A czemu pytasz?"
- "Zaraz się dowiesz. Powiedz, przywoziłaś z tej podróży jakieś pamiątki? Figurki zwierząt, naszyjnik, może maskę?"
- "No pewnie, że przywiozłam. Tak, maskę. Ale o co Ci chodzi? Przecież to normalne, że z takiej podróży przywozi się coś egzotycznego do domu" - zdziwiła się Ela.
- "No tak. Ale nie zauważyłaś pewnej rzeczy? Od momentu, jak ta maska trafiła do Ciebie, przestało Ci się układać z facetami" - Joanna spojrzała na Elę i zawiesiła głos, czekając, aż jej słowa dotrą do przyjaciółki.
Ta popatrzyła na nią z niedowierzaniem, kręcąc głową.
- "Chcesz powiedzieć, że drewniana maska plemienna przynosi mi pecha? Kobieto, mamy XXI wiek, a Ty mi tu zapodajesz jakieś zabobony" - żachnęła się Ela.
- "Posłuchaj, możesz mi nie wierzyć, ale ja wyczuwam takie rzeczy na odległość" - odparła Joanna.
- "Nawet to mieszkanie, zanim je zajęliśmy, miało w sobie niedobrą energię i po przeprowadzce musiałam zwrócić się do swojej nauczycielki w tych sprawach o pomoc"
- "Po jaką pomoc, u licha?" - Ela zdenerwowała się już na całego.
- "Uspokój się. Poprosiłam o pomoc w oczyszczeniu mieszkania ze złej energii, która pozostała tu po byłych lokatorach. To małżeństwo przez lata żyjące w konflikcie. W końcu się rozwiedli, ale te ściany widziały i słyszały naprawdę sporo."
Joanna przerwała na chwilę, by napić się kawy.
- "Przez pewien czas po przeprowadzce nie mogliśmy spać, a mnie nawiedzały koszmary, w których widziałam rozbite szkło, słyszałam szamotaninę i wyzwiska. Odbierałam po prostu energetyczny przekaz, jaki pozostał w tym mieszkaniu."
Ela była sceptyczna, ale słuchała dalej. "No i co? Jak skontaktowałaś się z tą Twoją specjalistką od innych wymiarów, to się polepszyło?" - zapytała.
- "Wyobraź sobie, że tak, ale potrzebne były dwa spotkania. Potem wszystko wróciło do normy."
- "A dlaczego sądzisz, że powinnam zrobić to samo?"
- "Słuchaj" odpowiedziała spokojnie Joanna, "ja Cię do niczego nie zmuszam, ani nie namawiam. Mówię tylko, co mi podpowiada intuicja, na której przez lata zaczęłam polegać. Nigdy mnie nie zawiodła."
- "Czy Ty, siedząc tu teraz, widzisz te afrykańskie duchy, siedzące w drewnianej masce w moim mieszkaniu?" - zapytała Ela, na poły rozbawiona, na poły zaszokowana.
- "Wiesz, to nawet nie jest kwestia tego, że ja je fizycznie widzę" - odrzekła Joanna.
- "Po prostu wyczuwam ich obecność i mogę określić, czy są wobec Ciebie przyjazne, czy wrogie".
Elżbieta zaśmiała się nerwowo, chcąc w ten sposób rozładować napięcie, jakie w niej narosło.
- "I jak? Jest tam jeden lokator, czy więcej? Czy mnie lubi, czy tak nie za bardzo?" zapytała, siląc się na wesołość, mimo, że w duchu nie za bardzo było jej do śmiechu. Ela lubiła tą maskę i smutno jej było na myśl, że trzeba by się z nią pożegnać. Jednak nie miała zamiaru przyznać się do tego Joannie. Już sam fakt, że widząc się po tylu latach rozmawiały o bytach duchowych, złych energiach i tym podobnych rzeczach, był dla niej sporym zaskoczeniem.
- "Posłuchaj, te byty energetyczne, które przyjechały z Tobą wraz z maską, żywią się Twoimi emocjami" - dopowiedziała Joanna, uśmiechając się lekko na widok wyrazu twarzy swojej rozmówczyni. "Wiedzą, że lubisz tę maskę, i dlatego mogą dłużej Tobie szkodzić. Jakoś wyczuwają, że nie będziesz miała serca wyrzucić tej rzeczy, a tym bardziej zniszczyć".
Co by tu nie powiedzieć, Eli opadła szczęka. Joanna czytała w jej myślach.
- "Obawiam się, kochana, że bez rytuału oczyszczenia się nie obejdzie. Ale potem czekam na same dobre telefony w sprawach damsko-męskich. Możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy" - uśmiechnęła się Joanna, notując na karteczce kontakt do osoby, o której wcześniej była mowa.
- "Mówię Ci, za dwa lata od dziś będziesz rzucać bukiet na swoim weselu!" dorzuciła Joanna. Elżbieta wstrzymała oddech. Wolała nie zaprzeczać. Kto wie?



Portal ezowymiar.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików Cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.