logo

Klątwa - życie Beaty niemal legło w gruzach

16.03.2014 18:26

Samo brzmienie tego słowa sprawia, że możemy poczuć na plecach dreszcz przerażenia. Od najdawniejszych czasów ludzie bali się jej jako największej, najstraszniejszej zemsty. Zdaniem wielu, dziś miejsce magicznych rytuałów i obrzędów zajął postęp cywilizacyjny. Magia została głównie bohaterką historii opowiadanych nocami, głównie po to, by napędzić innym stracha. Zdawać by się mogło, że w takiej sytuacji i klątwy "zeszły do podziemia". Po części tak się stało, ludzie zapomnieli o ich istnieniu, lub zaczęli traktować sprawę z przymrużeniem oka. Tymczasem, właśnie dzięki temu klątwy zyskały na mocy i znaczeniu. I dziś bowiem zdarzają się sytuacje lub nawet pewne serie nieprzyjemnych, przykrych lub tragicznych zdarzeń, których nauka nie jest w stanie do końca racjonalnie wyjaśnić. Klątwa może przynieść pasmo niepowodzeń w interesach, w miłości, w relacjach z najbliższymi i w ogóle w kontaktach z ludźmi.

Oto, co przydarzyło się pewnej kobiecie imieniem Beata. Miała ułożone, szczęśliwe, dostatnie życie. Dobra praca, mieszkanie w prestiżowej dzielnicy, kochający mąż, dwoje dzieci. Słowem - sielanka. I nagle ten piękny, bajkowy pejzaż znika, a życie sypie się, jak źle ustawiony domek z kart. A wszystko zaczyna się od pozornie przypadkowego spotkania starszej kobiety. Beata wpada na nią na chodniku, gdy szybkim krokiem zmierza do pracy. Staruszka chwilowo traci równowagę, Beata chroni ją przed upadkiem. Kobieta zdawkowo dziękuje za ten gest życzliwości. Starsza pani jest zadbana, owszem, szczupła, ale i wysoka, o ostrych rysach twarzy i przenikliwych czarnych oczach. Niepostrzeżenie wsuwa do kieszeni płaszcza Beaty czarny kamyk na którym wyryty jest wyraz Anais. Mijają trzy dni, Beata natrafia na kamyk w płaszczu, szykując rzeczy do pralni chemicznej. Kładzie go na komodzie i zapomina o sprawie. Do czasu. Od chwili, gdy córka Beaty zabiera kamyk, by się nim pobawić, zaczynają ją nękać dziwne bóle głowy i nadgarstków, do tego dochodzi rozdrażnienie, płaczliwość i stale nawracające koszmary senne. Standardowe badania nie wykazują jakiejś choroby, a dziecko staje się wiecznie popłakującym kłębkiem nerwów. Jakby tego było mało, mąż Beaty z dnia na dzień traci pracę, a syn o włos unika potrącenia przez samochód, jadąc na deskorolce. Przypadek? Zaniepokojona Beata poszukuje przyczyn tak nagłego, przykrego obrotu spraw w życiu swojej rodziny.


Koleżanka sugeruje, że być może ktoś pozazdrościł im sukcesów i pozycji społecznej, i po prostu źle im życzy. A zaistniałe wypadki są tego wynikiem. Początkowo, Beata słucha z niedowierzaniem. Ale, jako, że nie sposób tego wszystkiego racjonalnie wytłumaczyć, z pewnym wahaniem daje się namówić na spotkanie z osobą mającą zdolności parapsychologiczne. Być może uzyska podpowiedź, co robić, jak odwrócić tę złą passę. Podczas spotkania wychodzą na jaw zaskakujące fakty. Córce Beaty bardzo często śni się taka scena: jest późny wieczór. Na środku placu widać starszą kobietę z dziewczynką, stojące na usypanym drewnie. Tłum wrzeszczy, czyjaś ręka przykłada do drewna płonącą pochodnię. Rozpoczyna się egzekucja dwu (rzekomych) czarownic. W tym samym śnie potem córka Beaty widzi siebie siedzącą w pięknym dworku szlacheckim, w bogato haftowanej sukience. Następnie sen się urywa. Co najbardziej zaskakujące, z opisu dziecka wynika, że kobieta posądzana o czary wygląda dokładnie tak, jak starsza pani spotkana przez Beatę na ulicy. Jest tylko znacznie biedniejsza. Na kamyku wygrawerowano imię dziewczynki niewinnie posądzonej o czary i dzień, gdy spłonęła wraz z babcią na stosie. Wygląda na to że kilkanaście pokoleń wstecz, ktoś z zamożniejszych przodków Beaty niesłusznie oskarżył pewną kobietę i jej wnuczkę o praktykowanie magii. Mimo, że obie były niewinne, spłonęły na stosie. Umierając, starsza kobieta wykrzyczała, by los pomścił jej wnuczkę, zabierając kiedyś dziewczynkę dokładnie w jej wieku.

Beata słuchała, zmartwiała z przerażenia. Nie miała bladego pojęcia o jakichkolwiek koneksjach ze szlachtą z zamierzchłej przeszłości, nie była tez z natury mściwa i okrutna. Prowadząca spotkanie zaproponowała przekazanie zmamordowanym na stosie słów przebaczenia i miłości oraz szczerego żalu z powodu jawnej niesprawiedliwości, która je spotkała. Widocznie taka forma oczyszczenia z podejrzeń i prośby o przebaczenie zadziałała, bo koszmary senne u dziewczynki po przeprowadzonym rytuale ustały. Powoli sytuacja ogólna i finansowa rodziny poprawiła się. Beata odzyskała kontrolę nad swoim życiem. Przytoczona historia zaowocowała tym, że cała rodzina zaczęła interesować się dziejami swoich przodków. Tworzenie drzewa genealogicznego okazało się nie tylko wspaniałą zabawą, ale i sposobem, by ponownie zbliżyć się do siebie.

Opisana historia ukazuje klątwę funkcjonującą w rodzinie, tzw. klątwę rodową (jak w tym przypadku "ciągnącą się" przez pokolenia). Istnieją też klątwy funkcjonujące w określonej linii rodzinnej, lub dotyczące konkretnego potomka. W tym przypadku wiele zależy od inwencji rzucającego klątwę oraz stopnia zaciekłości tej osoby.

Jakie sygnały mogą sugerować nam, że ktoś znokautował nas ukierunkowaną złą energią? Symptomy mogą być podobne do łagodnej formy depresji, poprzez fazę średnią, aż do oznak podobnych do opętania diabelskiego (psychoza maniakalno - depresyjna, ciężka depresja, ataki paniki, histerii, furii trudne do zdiagnozowania choroby, stały bardzo silny stres, rozregulowanie układu pokarmowego, duża utrata wagi, obniżona temperatura ciała w połączeniu z atakami gorąca. Oczywiście wymienione objawy mogą dotyczyć konkretnych schorzeń natury psychicznej. W takim przypadku najlepiej działać dwutorowo - korzystać z konwencjonalnej pomocy psychiatrycznej/psychologicznej oraz zwrócić się do osób z potwierdzonymi zdolnościami w kierunku zdejmowania klątwy i uroków.

Portal ezowymiar.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików Cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.