logo

Stary statek i Playboy, czyli nietypowo o eksperymencie Filadelfia

23.02.2014 16:58 | Autor: Cambria

Czy otwierając Playboya, spodziewalibyście się natrafić na artykuł o odejściu statku wojennego z tajemniczą przeszłością? Chyba nie. A jednak taką właśnie niespodziankę przygotował kiedyś ów magazyn (w greckiej edycji) dla swoich czytelników. Niespotykane, tak jak niezwykła była historia opisanej jednostki pływającej. Zaczęło się od tego, że statek pływający pod grecką banderą od około 40 lat, który "jakoś się zawieruszył" odnaleziono w porcie na Krecie. Okazało się, że pływająca jednostka nazwana Leon ukrywa sporo tajemnic. W swoim poprzednim życiu, zanim statek trafił pod grecką banderę, nazywał się U.S.S. Eldridge. W czasach II wojny światowej miał rzekomo brać udział w tzw. "eksperymencie Filadelfia".

Owiany tajemnicą i grozą, tajny eksperyment Filadelfia… Na czym tak właściwie miał on polegać?
Pokrótce, na tym by statek stał się niewidzialny dla wroga. Zarówno dla przyrządów (a miał "umknąć" przede wszystkim niemieckim U-bootom), jak i dla ludzi. Dosłownie niewidzialny. Niewykluczone, że oprócz najwyższego stopnia kamuflażu, chodziło też o odpowiedni efekt propagandowy. Program miał docelowo dopomóc w lepszym osłanianiu i bezpieczniejszym transportowaniu konwojów do walczącej z Niemcami Wielkiej Brytanii. Wróćmy do samej istoty eksperymentu: niewidzialne jednostki pływające. Wyobraźmy sobie statek o wyporności 1500 ton całkowicie zdematerializowany. W świecie fantazji i science fiction, czemu nie, ale w rzeczywistości? Jak to się miało stać? Aby to wyjaśnić, musimy nieco cofnąć się w czasie. Teorię, na której oparto się planując dany eksperyment, miał opracować sam Albert Einstein. Efekt niewidzialności udało się jakoby osiągnąć, manipulując sztucznie wytworzonym polem elektromagnetycznym o dużej mocy. Eksperyment doszedł do skutku, niektórzy dotarli do informacji wskazujących, że prawdopodobnie nie raz, a nawet dwukrotnie. Sugerują to relacje konkretnej osoby:

"Dwaj dziennikarze z Nowego Yorku (…) natrafili na list kapitana Franklina Reno. Opisywał on, że z pokładu parowca "Adres Furuseth" obserwował znikanie krążownika. Zdarzenie to datował na 18-20 sierpnia 1943 roku." Dziennikarze porównali dzienniki pokładowe obu jednostek. Co się okazało? "Z obu dzienników jasno wynikało, ze oba statki spotkały się na morzu dwa razy: 20 sierpnia 1942 roku oraz w okolicach 6 października. Wynika z tego jasno, że eksperyment został przeprowadzony dwukrotnie!" W ramach samego eksperymentu otoczono eskortowiec generowanym z jego pokładu silnym polem elektromagnetycznym, w kształcie przypominającym piłkę do rugby. Podstawowy cel związany z uczynieniem eskortowca niewidzialnym dla radarów został osiągnięty. Jednak kiedy statek miał ponownie stać się widoczny, doszło do tajemniczego błysku i eskortowiec według krążących od lat pogłosek miał jakoby ulec teleportacji. Istnieją informacje, że był ponoć widziany przez chwilę w Norfolk, odległym o około 500 km. Po krótkiej chwili U.S.S Eldridge miał pojawić się w miejscu pierwotnego pobytu. Z pogłosek wynika, że skutki eksperymentu były poważniejsze dla załogi, niż dla samego eskortowca, choć i on ucierpiał. Według doniesień, niektórzy marynarze mieli zupełnie zniknąć, inni wskutek teleportacji "trwale złączyć się z elementami statku na poziomie cząsteczkowym", co miało prowadzić do zgonu. Jeszcze inni ponieśli trwałą szkodę na zdrowiu pod względem psychicznym. Po zakończonym eksperymencie rzekomo umieszczono ich w zamkniętych zakładach dla psychicznie chorych i już ich nie opuścili. Wedle doniesień, rodzinom marynarzy U.S.S Eldridge zmarłych, zaginionych oraz trwale poszkodowanych wskutek eksperymentu powiedziano, że zginęli na morzu w czasie działań wojennych.


Podobno bywało, że tym, którzy przeżyli eksperyment, zdarzało się znikać i pojawiać, jeśli byli pod wpływem silnych emocji i procentów. Jest przytaczany podobnego rodzaju przypadek podczas "rutynowej" bójki marynarzy U.S.S Eldridge będących "pod wpływem". W trakcie bijatyki mieli oni jakoby naprzemiennie pojawiać się i znikać. Prawdopodobnie było to związane z wcześniejszym eksperymentem. Ze względu na ofiary i niespodziewane (opisane wyżej) skutki uboczne operację Tęczowy Okręt (tak inaczej nazywano eksperyment) utajniono. Dzienniki pokładowe jednostki zmodyfikowano, aby nic nie sugerowało pobytu eskortowca w Filadelfii. Tyle powie nam legenda otaczająca jednostkę U.S.S Eldridge.

A jak ma się to wszystko do rzeczywistości?


Kapitan i marynarze, którzy rzeczywiście pracowali na statku, twierdzą, że legenda dotycząca statku to jedno, a fakty, to drugie. Niektórzy mieli kontakt ze statkiem od samych jego początków - obserwowali, jak powstaje w stoczni. Inni już po skompletowaniu załogi, pracując tam na stałe, bardzo rzadko go opuszczali. I jedni, i drudzy twierdzą, że nigdy nie zawijali do Filadelfii, i nigdy nie dochodziło na pokładzie do nadzwyczajnych zdarzeń. Jedynym faktem z legendy U.S.S Eldridge, jaki potwierdza była załoga i emerytowany kapitan, jest okresowe magnetyzowanie i demagnetyzowanie statku, związane z próbą uniknięcia radarów. Zbierano wtedy wszystkie znajdujące się na pokładzie zegary i zegarki, żeby nie uległy zniszczeniu. Być może procedura związana z "oszukiwaniem" radarów zainspirowała Carlosa Miguela Allende (właściwe nazwisko - Carl Allen) do skompilowania całej historii, wzbogaconej o zaobserwowane niezwykłe światła z jednostki USS Timmerman. Marynarka utrzymuje, że Allende pomylił eksperyment na USS Timmerman'ie
z eksperymentem Philadelphia.
Carl Allen był rzekomo jedynym żyjącym naocznym, bliskim świadkiem eksperymentu, przebywał na statku cumującym obok U.S.S Eldridge. Być może sugerował się lub inspirował informacjami o zielonkawej mgle, towarzyszącej polu elektromagnetycznemu
w Trójkącie Bermudzkim.

Alfred Bielek, zmarły w 2011 dr fizyki, twierdził, że brał udział w tym eksperymencie. Jego zdaniem, przy pomocy zabiegów psychotronicznych (określanych potocznie mianem "prania mózgów") wymazano mu wspomnienia dotyczące tego wydarzenia, jak i wielu innych
Ludzie, lubując się w teoriach spiskowych, podchwycili temat i historia jakoby teleportowanego statku zaczęła żyć własnym życiem. Tymczasem realny koniec jednostki U.S.S. Eldridge kilkadziesiąt lat później był do bólu zwyczajny: powstało z niego całkiem sporo żyletek.

Portal ezowymiar.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików Cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.