logo

Tajemnicze zjawy czyli o duchach ciąg dalszy

03.03.2016 16:05

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się z wami dwoma historiami dotyczącymi pojawiania się duchów.


Jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych z duchami, zdarzyła się w pobliżu Kingsdown w angielskim hrabstwie Kent. Gdyby nie to, że zjawę tę widziało kilkadziesiąt osób, można by całą wiadomość złożyć na karb bujnej wyobraźni ludowej. Władze angielskie wysłały na miejsce zdarzenia specjalną komisję, która ustaliła:
Mniej więcej, co cztery lata - jak twierdzą mieszkańcy okolic Kingsdown - pojawia się w tych stronach olbrzymie widmo, unoszące się w powietrzu i zstępujące od czasu do czasu na ziemię. Obecnie znowu ukazał się duch, którego ujrzano po raz pierwszy na Maidstone - Road. Od tej pory o północy śledzą go tłumy wieśniaków. Jak opowiada obywatelka ziemska p. Bicker Carten, jeden z fornali strzelił do upiora z myśliwskiej strzelby, kula przeszyła ducha na wskroś, lecz nie uczyniła mu żadnej krzywdy. Hrabia Fryderyk d`Espire ujrzał ducha, strojącego przy płocie, sądząc, że ma do czynienia z jakimś figlarzem, pragnącym go nastraszyć, podszedł do upiora, usiłując go pochwycić. Okazało się jednak, ze zjawa jest bezcielesna, a przy pierwszej próbie dotknięcia jej uniosła się do góry, wydając przenikliwy jęk. Strangret, towarzyszący p. d`Espire, zemdlał ze strachu.
Pole, nad którym ukazuje się duch, jako wysoka, świetlista postać, otoczone jest lasem, na skraju, którego, wznosi się opustoszały dom i zrujnowane budynki gospodarcze. W domu tym przed kilku laty zostało popełnione morderstwo. Przez kilka dni na polu pełniły wartę tłumy ludności oraz oddział policjantów, pewnej nocy obserwowało ducha 18 osób-samej inteligencji. Tyle podaje raport komisji.


Również podobny fakt był zanotowany w Warszawie. W domu nr 19 przy ulicy Podwale, gdzie do roku 1910 mieścił się tzw. „Zajazd Płocki", działy się niezwykłe rzeczy. Mieszkańcy tego domu słyszeli nieraz w nocy głuche stąpanie po pustym strychu, szelesty i skrobania w klatce schodowej itp. Opowiadano także, że nieraz widać było na podwórzu jakaś ciemną postać, utykającą trochę na prawą nogę. Postać ta znikała natychmiast, gdy ktokolwiek się do niej przybliżał. Aż tu nagle zdarzył się fakt, który rzucił zupełnie inne światło, na tę sprawę: otóż dnia 16 sierpnia 1929 r. trzynastoletni Tadeusz Zalewski odnalazł przy burzeniu murów na terenie wspomnianej posesji kości miednicy i czaszkę ludzką. Później znaleziono jeszcze trzy czaszki, a z pod belek wydobyto kilka szkieletów. Jeden z nich miał uszkodzoną nogę…
Sprawa nigdy nie została wyjaśniona.

Portal ezowymiar.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików Cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.