logo

W poszukiwaniu duszy

20.02.2015 17:58

Pewien pastor anglikański, wygłaszając kazanie wieczorną godziną, skorzystał z następującego przypadku, aby uzmysłowić zgromadzonym na nabożeństwie wiernym stosunek życia doczesnego do wiecznego: w pewnej chwili przez otwarte okno wpadł do świątyni jakiś ptak nocny. Okrążył kilka razy kościół, przysiadł na chwilę na filarze, po czym wyfrunął z powrotem przez okno.
Pastor porównał Dom Boży z życiem doczesnym, a ptaka - z duszą ludzką. Ptak przyleciał z ciemności, nie wiadomo skąd. Małą chwilę przebywał w świątyni i - ta chwila, ten krótki fragment jego życia, to bytowanie doczesne. Potem jednak nocny gość odleciał, roztopił się w ciemnościach i dalsze jego losy osnute są tajemnicą.
 

Co się kryje w tych ciemnościach? Gdzie przebywa dusza ludzka, zanim spętają ją cielesne kajdany, i później, gdy się z tych kajdan uwolni? - Takie pytanie zadawał sobie człowiek od najdawniejszych czasów i - niestety - odpowiedzi znaleźć nie może... Szuka jednak ciągle rozwiązania tej tajemnicy, szuka wytrwale, z iskrą nadziei w sercu, że wreszcie znajdzie sposób przedarcia się poza zasłonę, kryjącą tajemniczy świat życia pozagrobowego. A gdy iskra ta gaśnie, następuje wówczas straszna rozterka duchowa, która niejednemu już włożyła w rękę samobójcze narzędzie (w 1931 r. jedna ze studentek Uniwersytetu Warszawskiego popełniła samobójstwo z tych właśnie powodów. „Chcę wiedzieć, jak jest po tamtej stronie" -brzmiały słowa ostatniego listu. - Przyp. tłumacza).


Już w czasach przedhistorycznych zagadnienie życia duchowego nurtowało ówczesnego człowieka. Świadczą o tym wykopaliska archeologiczne, z których najstarsze odkryto w jaskini Gargas w Pirenejach. Są to malowidła ścienne, pochodzące z okresu środkowo - oriniackiego (Epoka paleolityczna czyli kamienia łupanego). Ludność tego okresu trudniła się myślistwem, co miało znaczny wpływ na ustosunkowanie się człowieka do zjawisk duchowych. O ile bowiem lud rolniczy widzi, że zjawiska, jakie go otaczają, bynajmniej nie zależą od niego, lecz są uwarunkowane zmianami atmosferycznymi, klimatycznymi itp.. o tyle myśliwy powodzenie lub niepowodzenie swoje na łowach składa na karb przypadku, kierowanymi pewnymi tajemniczymi przyczynami. Człowiek może te przyczyny sam wywołać i do tego służą pewne zabiegi magiczne. Magia polega na tym, że człowiek wywołuje jakąś przyczynę, jakiś skutek, ale między tą przyczyną a skutkiem nie ma logicznego węzła. Znany archeolog historii i jednocześnie historyk sztuki Luguel przypusz-cza, że pierwszymi zabiegami magicznymi, mającymi wywołać jakiś skutek, były ruchy ręki. Wiemy, że i w dzisiejszej magii (a także i w magnetyzmie) ruchy ręki odgrywają zasadniczą rolę. Otóż w jaskini Gargas odkryto białe odciski dłoni na czerwonym tle, w różnych położeniach, mających wyrażać pewne zabiegi magiczne. Jest rzeczą niezmiernie ciekawą, że ręce te są wyraźnie okaleczone. Byłoby rzeczą bardzo trudną ustalić, w jakim celu mag przedhistoryczny kaleczył sobie ręce. gdyby nie to, że i obecnie u wielu ludów prymitywnych sztuczne deformowanie rąk jest warunkiem, koniecznym dla pomyślnego eksperymentowania magicznego. Analogicznie samo wybijanie zębów (murzyni Bantu), deformacja czaszki (Inkowie) mają predysponować pewne osoby do wykonywania zabiegów magicznych.
Zabytki z jaskini Gargas stanowią pierwszy znany dowód, że już w tak odległych czasach człowiek starał się ująć w swoje ręce siły, rządzące światem, istniały nawet figurki kobiece z silnie zaznaczonymi cechami płciowymi (jak np. słynna „Wenus z Willendorf) służące do magicznych zabiegów celem spotęgowania płodności.

W epoce magdaleńskiej (również era paleolityczna) były w użyciu tzw. „baton de commendement" czyli laski magiczne, pokryte rysunkiem realistycznym, ligurainym lub geometrycznym, którymi posługiwali się magowie przedhistoryczni. Pałki te przetrwały do naszych czasów i wiemy, jak doniosłą rolę odgrywają w magii nowoczesnej.W tej samej epoce mamy już po raz pierwszy wyraźnie skrystalizowany stosunek człowieka do życia pozagrobowego. W grobach w Chant Seiappe i innych odnaleziono szkielety tak silnie skurczone, że kolana dotykały brody, a łydki - ud. Głowa była pochylona poziomo w dół, a twarz ukryta w dłoniach. Aby skurczyć w ten sposób nieboszczyka, musiano mu podcinać ścięgna i krępować silnie sznurami z łyka.
Jaki był cel tego zabiegu Otóż chodziło ludziom o to, aby przez jak najdłuższy czas utrzymywać duszę w ciele. Jest rzeczą niezmiernie ciekawą, że i dziś lud twierdzi, ze dusza po śmierci człowieka staje się wrogą i szkodliwą dla otoczenia, dusza taka, dopóki ciało się nie rozpadnie, krąży w postaci upiora lub wampira w sąsiedztwie grobu, szkodząc i strasząc mieszkańców. Skrępowanie ciała ma zapobiegać tym pośmiertnym wędrówkom. Praktykuje się to jeszcze na Jawie, Sumatrze i Celebes. W Rosji i Polsce lud przewiązuje usta zmarłego chustką, skropioną święconą wodą również w tym celu (dr Włodzimierz Antoniewicz, profesor Uniwersytetu Weraz, odkrył pod Trokami na Litwie cmentarz tatarski, bardzo cieka-wy z tego względu, że nieboszczycy w trumnach byli silnie skrępowani. W czasie jednej z pierwszych wycieczek po kraju byłem świadkiem następującego zdarzenia: w czerwcu 1930 roku zatrzymałem się na nocleg we wsi Swaryczów u stóp Karpat Wschodnich. Poza wsią znajduje się kopczyk pod którym leżą zwłoki żebraka, zamordowanego przez pewnego mularza z poznańskiego. Otóż późnym wieczorem wpadł do wsi na pół przytomny ze strachu jeden z miejscowych wieśniaków, opowiadając, że ścigał go upiór owego żebraka. Wówczas stary, blisko 90-letni kowal odezwał się: „A mówiłem, żeby Wasylowi przed zakopaniem przewiązać gębę szmatą i nogi skrępować. Nie słuchaliście mnie - i macie teraz. Już i kół osinowy nie pomoże, za późno!"
Istnieją także ślady wskazujące, że w epoce magdaleńskiej odprawiano na cześć zmarłego stypy pogrzebowe, przy czym używano do picia - czaszek ludzkich.


Ta wiara w duchy i ich kontakt z żywymi, której pierwsze wyraźne ślady mamy już w tak odległych dziejach, trwa dotąd i rozwija się przez okres paleolitu, neolitu, brązu i żelaza. Kiedy wreszcie powstaje pismo, juz w najstarszych jego pomnikach mamy wzmianki o stosunkach dwóch światów: żywych i umarłych. Wiemy np., że najważniejszą częścią nabożeństwa u indyjskich bramanów był kult zmarłych. Były pewne dni w roku (zdaje się, że 21 stycznia i 14 czerwca), poświęcone wywoływaniu duchów. W tych ponurych i tajemniczych obrzędach mogli brać udział tylko kapłani wyższych stopni.


W starożytnym Egipcie kapłani i czarownicy nawiązywali bardzo łatwo kontakt ze zmarłymi. Używali oni podobno do tych celów medium, które wprowadzano w trans hipnotyczny, co jest praktykowane po dzień dzisiejszy, podczas nowoczesnych seansów spirytystycznych, W jednym z najstarszych pomników piśmiennictwa egipskiego, a mianowicie w „Księdze Umarłych" znajdujemy mnóstwo ciekawych zapisów do poznania poglądów starożytnych Egipcjan na koleje duszy ludzkiej po śmierci. Interesującą zwłaszcza jest sprawa, metempsychozy, -czyli wędrówki duszy i jej kolejne wcielenia się w zwierzęta i ludzi. Wędrówka ta trwa około 3000 lat, a pierwszym jej etapem jest pobyt w ciele świni.


U niektórych szczepów arabskich, zamieszkujących północną Saharę (na południe od pustyni Tidikelt) przetrwały po dziś resztki wierzeń w metempsychozę. Jest rzeczą godną uwagi, że dusza ludzka, po odbyciu podróży pośmiertnej w ciałach różnych zwierząt, wciela się wreszcie w ... kowala, jako najniższy stopień człowieczeństwa. Trzeba jednak wiedzieć, że fach kowalski jest przez wszystkich Berberów - nie wiadomo dlaczego - głęboko pogardzany.
 
Ale cofnijmy się jeszcze w mroki odległej starożytności i uchylmy rąbek zasłony, kryjącej tajemne praktyki spirytystyczne Chaldejczyków. Od nich to Egipcjanie przejęli wiele szczegółów, związanych z kultem zmarłych, podobno kapłani chaldejscy rozporządzali środkami, którymi mogli w każdej chwili wywoływać duchy i zasięgać ich rad w ważnych sprawach. Do naszych czasów dochowało się jeszcze kilka zaklęć, które - oprócz niezawodnej mocy - posiadają wdzięk i piękno najwyższej poezji.


Ciekawe są również praktyki spirytystyczne dawnych Greków. Przywiązywali oni wielką wagę do wyroczni i wskazówek, udzielanych przez duchy zmarłych. Były nawet i miejsca, specjalnie nawiedzane przez duchy i tam urządzano potajemne, dla wybranych tylko dostępne, obrzędy spirytystyczne. Tymi miejscami była między innymi Figalia w Arkadii, Heraklesa nad Pontem i podobno Cumae, gdzie była kolonia grecka (Włochy południowe). Niektórzy pisarze podają, że z kultem zmarłych w Grecji związany był - kult zmysłów. Na przylądku Teneamaron znajdowała się świątynia, której kapłanką była najpiękniejsza dziewica prowincji. Raz do roku zbierali się młodzieńcy na tajemniczy obrzęd spirytystyczny, na którym ukazywał się duch i wybierał sam mężczyznę, do którego miała należeć kapłanka.
Jednak pierwszeństwo w najwyższym rozwoju kultu zmarłych należy przyznać Efezowi. Mieszkańcy tego miasta tak byli pochłonięci praktykami czarnoksięskimi, że św. Paweł Apostoł wkroczył w tę sprawę i płomiennymi kazaniami wzruszył Efezów, którzy wszystkie swoje dzieła i formułki magiczne złożyli na jeden wielki stos i spalili. Czytamy o tym w Dziejach Apostolskich (XIX, 19). Ileż to bezcennych dokumentów padło wówczas ofiarą przesadnego fanatyzmu religijnego!


Nie lepiej spisali się Rzymianie, którzy jak wspomina Suetoniusz, spalili na rozkaz cezara Augusta około 2 tysiące dzieł czarnoksięskich, wśród których znajdowała się słynna formuła i zawsze niezawodna - wywoływania duchów, zestawiona przez jakiegoś maga z północnej Afryki.
Z historii spirytyzmu w starożytnym Rzymie mamy do zanotowania ciekawy fakt. stwierdzający, że już wówczas znane było porozumienie się z duchami zmarłych za pośrednictwem stolika pukającego. Mało tego: jak wspomina historyk rzymski Tertulian -przyłapano kilku oszustów, eksploatujących tę nową dziedzinę wiedzy.

Portal ezowymiar.pl korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików Cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.